Hotele narciarskie z HB czyli jedzenie we Włoszech

RSS
Follow by Email
Facebook
Google+
http://nartywlochy.org/hotele-narciarskie-z-hb-czyli-jedzenie-we-wloszech/
Twitter
YouTube
Instagram

Wybierając się na narty do Włoch najwięcej znajdziemy ofert pobytu w hotelu z wyżywieniem HB. Oto krótki opis, czego w ramach takiej oferty możecie się spodziewać.

Zacznijmy od rozwinięcia skrótu – HB, czyli Half Board – po polsku najczęściej – i dość trafnie – tłumaczone jest jako „śniadania i obiadokolacje”. Oznacza to dwa posiłki dziennie, rano śniadanie, podawane zazwyczaj w godzinach 07:30 – 09:30, i wieczorem, w porze kolacyjnej (od ok. 19:00), ciepły, kilkudaniowy posiłek, który przypomina nasz obiad. Podkreślamy, że poniższy opis odnosi się do jedzenia podawanego w hotelach we włoskich Alpach. W innych regionach Włoch śniadanie będzie znacznie, niż opisane, skromniejsze, a kolacja podawana będzie później, no i oczywiście z innymi, niż alpejskie, daniami.

wlochy_HB_knedle_©TVB Kronplatz
Popularne w Tyrolu Południowym mięsne knedle©TVB Kronplatz

Jeżeli wybierzecie na narty Włochy, śniadanie dostaniecie najczęściej w postaci szwedzkiego stołu, z skład którego wchodzą: pieczywo, masło, ser żółty, wędlina, nutella, rozmaite rodzaje dżemów i konfitur, płatki + mleko. W większości hoteli znajdziecie też co najmniej jedno danie ciepłe – najczęściej w formie jajka na twardo, a w hotelach wyższej klasy – tych dań będzie kilka do wyboru. Napoje do śniadania – kawa, herbata, sok, woda, mleko – są w już w cenie posiłku.

Teraz sprawa niby oczywista, ale wciaż jeszcze nie dla wszystkich: ze śniadania nie wynosimy własnoręcznie ani też w inny sposób zrobionych kanapek, ani żadnego innego jedzenia! W niektórych hotelach obstrukcja mentalna w tej kwestii klientów z Polski jest na tyle dokuczliwa, że obsługa wprowadziła słone opłaty za korzystanie z papierowych serwetek, lub całkiem zastąpiła je serwetkami z materiału. Kochani – jeśli ktoś ma jakiekolwiek wątpliwości w tym względzie, niech wybierze pobyt w apartamencie…


Następnym posiłkiem po śniadaniu powinien być lunch, jedzony w godzinach 12:00-13:00, a więc najczęściej na stoku. W licznych na włoskich stokach restauracjach za dosłownie kilka euro dostaniemy znakomicie rozgrzewającą zupę gulaszową albo proste wersje makaronów.

Zdecydowanie dominującym posiłkiem w ciągu dnia jest kolacja. Jest to też we Włoszech posiłek najbardziej celebrowany. W większości hoteli jest podawana w postaci dań serwowanych przez obsługę, przy czym dania główne (co najmniej dwa) w lepszych hotelach wybieramy spośród kilku wariantów. W praktyce wygląda to tak, że przy śniadaniu albo przy kolacji dzień wcześniej na stoliku mamy kartkę z menu przewidzianym na następną kolację i zaznaczamy wybrane przez nas warianty. To ważna sprawa dla wegetarian – wśród kilku dań do wyboru co najmniej jedno powinno być wegetariańskie. W hotelach, w których nie mamy wyboru dań, trzeba przed przyjazdem zgłosić swoje preferencje żywieniowe – obsługa wtedy przygotuje specjalne dania dla wegetaraian czy bezglutenowców. Pierwszego dnia – z racji tego, że dopiero przyjechaliśmy i nie było kiedy wybrać menu – często podawana jest kolacja regionalna z okalnymi specjalnościami, taka sama dla wszystkich.

W standardowym kolacyjnym zestawie przy wyżywieniu HB są dwa dania główne, bufet sałatkowy z przystawkami, który je się na początku posiłku, oraz na koniec deser. O ile w Austrii pierwszym daniem jest zazwyczaj zupa, to we Włoszech będzie to przede wszystkim makaron, chociaż czasami, zwłaszcza na terenie Tyrolu Południowego, zdarzy się i zupa – krem. Drugie to przede wszystkim danie mięsne, czasem stek, często dziczyzna (mieszkańcy Alp, jak to górale, są miłośnikami polowania), z dodatkiem ziemniaków w różnych postaciach, gnocchi (coś w stylu naszych kopytek) lub ryżu. Czasem, zwłaszcza na zachód od Dolomitów, podawana jest też polenta – kasza kukurydziana na gęsto, z ziołami i sosami. To chyba jedyna z narodowych włoskich potraw, która wśród Polaków nie cieszy się zbytnią popularnością – być może kojarzy się nam za bardzo z grysikiem na gęsto. Nie nastawialibyśmy się za to na ryby i owoce morza – poza pstrągami wszystkie przywożone są ze zbyt daleka, aby były podawane na świeżo.
Kolację obowiązkowo kończy deser – Włosi nie mają może aż tak pysznych tortów, jak Austriacy, ale dania takie jak Tiramisu, Panna Cotta, czy Profiteroles, z różnymi wariantami kremów, skuszą najbardziej wybrednych łasuchów.

Napoje do kolacji są zazwyczaj wyłączone z ceny i płacimy za nie dodatkowo na miejscu. Oczywiście najlepszym dopełnieniem kolacji będzie dobrze dobrane wino z zacnej winnicy i rocznika, ale zamawianie win gatunkowych może odczuć nasz portfel zbyt mocno. Dobrym kompromisem jest zazwyczaj wybór vina della casa – w każdym hotelu znajdziecie takiego stołowego sikacza, który umili oczekiwanie na kolejne dania. We Włoszech kolacja bowiem TRWA. Włosi nie spieszą się przy jedzeniu, a obsługa stara się zsynchronizować podawanie dań tak, aby trafiały w miarę równo dla całej sali. To z jednej strony gwarantuje świeżość i znakomitą jakość, z drugiej – znacznie wydłuża czas ucztowania. Porzućmy więc jakiekolwiek zalążki irytacji, i cieszmy się, jak Włosi, każdym kęsem, każdym łykiem wina i swoim towarzystwem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *