Co i jak wypić w Alpach? Część 1

RSS
Follow by Email
Facebook
Google+
http://nartywlochy.org/co-i-jak-wypic-w-alpach-czesc-1/
Twitter
YouTube
Instagram

Przed każdą podróżą warto zapoznać się z tym, co można zjeść i wypić tam, gdzie się udajemy. Dotyczy to także wypraw na narty, z zastrzeżeniem, że nie będziecie grasować po stokach po tzw. spożyciu.  A zatem parę słów na temat trunków, dostępnych w zimie w Alpach.

co_wypic_w_alpach
Co wypić w Alpach? Nie tylko wino!

Pomimo, że narciarskie patrole polskiej policji kontrolującej trzeźwość na stokach nie sięgają Val di Fiemme czy Val di Sole, a dozwolone stężenie alkoholu we krwi wynosi na południe od Alp nie do 0,2 lecz do 0,5 promila – to należy przypomnieć, że okoliczności każdego wypadku spowodowanego pod (nawet minimalnym) wpływem alkoholu rozpatrywane są na niekorzyść pijącego. Równie ważne jest to, że obecność alkoholu we krwi jest okolicznością wyłączającą odpowiedzialność ubezpieczyciela. Teoretycznie, jeśli pozwoliliśmy sobie choćby na 1 piwo na stoku, a następnie doznaliśmy złamania i wezwana pomoc skwapliwie przywiozła alkomat, aby stwierdzić (poza złamaniem) pozostałości owego piwa w wydychanym powietrzu, to nasz ubezpieczyciel może zgodnie z prawem nie zapłacić za leczenie. W praktyce nie widziałem jeszcze na stokach Alp gości z toboganem i alkomatem jednocześnie. Jeśli jednak pozwolimy sobie na więcej, z pewnością możemy być przebadani na obecność alkoholu we krwi, choćby po dotarciu do szpitala. Natomiast w przypadku, gdy byliśmy sprawcami wypadku w Dolomitach, to możemy być niemal pewni, że carabinieri zainteresują się stanem naszej trzeźwości. I słusznie. Tak więc artykuł ten kierujemy do osób, które wyjechały wyciągiem po to, aby się poopalać i również wyciągiem zamierzają wrócić na dół.

Po tych jednocześnie nudnych jak i niezbędnych wstępach czas na przegląd najpopularniejszych i najbardziej godnych skosztowania drinków.

Czasy się zmieniły i obecnie w schroniskach od Valle Isarco w Alto Adige, aż po Sestriere i dolinę Aosty na zachodzie, króluje nie wino, lecz piwo. Polacy maja wyrobioną opinię na temat włoskich czy generalnie południowych piw i w zasadzie maja rację. Nie są to szlachetne trunki, nie są też tanie. W Alpach włoskich w hotelu lub w restauracji na stoku za standardowy kufelek 0,4 lub 0,5 litra zapłacimy od 4 do 5 euro. Jeszcze gorzej jest we Francji: w Val Thorens, Val Cenis (nie mówiąc już o takich kurortach jak la Plagne czy Tignes) podobne kwoty należy przygotować za pojemność zaledwie 0,2 litra (!). Należy jednak dodać, że opinia o słabej jakości piw włoskich czy francuskich nie jest prawdziwa w całości. W niemal każdej dolinie górskiej istnieją małe, rzemieślnicze browary produkujące niewielkie partie chmielowego trunku naprawdę wysokiej klasy. Najczęściej próżno szukać ich na stoku, ale przebywając w większych miejscowościach np. w Cavalese (Val di Fiemme) czy w Dimaro (Val di Sole) warto wyskoczyć do jednego z barów w centrum i poprosić o „birra artigianale” (dosłownie „piwo rzemieślnicze”).

W każdym schronisku górskim w Alpach podawane jest też „vino caldo” niekiedy zwane z angielska „mulled wine” – w zasadzie po prostu „grzane wino”. „W zasadzie”, gdyż jeżeli zaobserwujecie proces przygotowania tego trunku, to stanie się oczywiste, że oferują nam gotowy preparat – coś a la nasz Grzaniec Galicyjski, a nie żadne tam czerwone lokalne wino pieczołowicie przygotowywane z goździkami, gałką muszkatołową i skórką pomarańczy. Od Kronplatzu we włoskim Tyrolu po stoki Cervinii w dolinie Aosty, ale także we Francji króluje gotowy bełt w roli grzanego wina. No cóż, kiedy śnieżyca zwala z nóg i wyziębiony jest każdy fragment ciała pod narciarskim strojem – mimo wszystko nie jest to najgorsze rozwiązanie. A dobre grzane wino przygotujemy sobie w domu, na bazie fantastycznych butelek, które przywieziemy z wyjazdu. Kilka gatunków czerwonych win charakterystycznych dla Dolomitów nadaje się do tego celu znakomicie, choć pewnie somelierzy uznaliby podgrzewanie tak zacnych trunków za marnotrawstwo.  Jako przykład podać można Teroldego – mocne, ciemne czerwone wino produkowane na aluwialnej równinie przy wjeździe do Val di Sole (okolice Mezzolombardo i Mezzacorona). Na potrzeby grzańca weźmy najtańsze za ok 4,5 euro. Jeśli chcemy podać je na zimno – np. do ciemnych mięs, opłaca się zainwestować nieco więcej: 6-7 euro.

Pozostając przy temacie win charakterystycznych dla Trentino (okolice Trydentu – wł. Trento)  czyli np. dla Val di Fiemme, Val di Sole, Val di Fassa) trzeba wymienić też pyszne choć lżejsze Marzemino, w które zaopatrzymy niemal w każdym supermarkecie regionu. I w tym przypadku ceny zaczynają się od ok 4 euro za butelkę, a sztuki za 6 euro potrafią być już bardzo zacne. Warto kupować na próbę i np. robić telefonem fotki najbardziej trafionych zakupów. Zarówno Marzemino jak i Teroldego to po prostu gatunki winogron, z których produkowany jest trunek.  Jego jakość zależy od usytuowania stoków, rocznika (w Alpach to bardzo ważne) i procesu produkcji, a wszystkie elementy kształtują też cenę. Dlatego poza nazwą szczepu trzeba zapamiętać również producenta i nie jest to żaden snobizm, ale praktyczne podejście umożliwiające następnym razem zakup takiego wina, które faktycznie przypadło nam do gustu. Dziś, w epoce telefonów komórkowych, robienie takich foto-notatek jest banalnie proste.

Część druga będzie o drinkach i alkoholach mocniejszych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *